czwartek, 26 maja 2011
No i nastąpił ciąg dalszy - co było do przewidzenia...
poniedziałek, 6 grudnia 2010
Kino? Teatr? Nieee - rozrywek mamy dość bez wychodzenia z domu :P
Ostatni tydzień był męczący – praca i „nagły atak zimy” dały nam się we znaki. Tym bardziej cieszyliśmy się z nadchodzącego weekendu. Piątkowa impreza u Ottawki i Mateusza gwarantowała wspaniałą zabawę no i spotkanie z dawno (i niedawno) nie widzianymi znajomymi. Sobotę natomiast postanowiliśmy spędzić w domu na słodkim lenistwie, odpoczynku od zimy i pracy, na czytaniu książek i oglądaniu filmów – nasz plan obejmował ciszę spokój i błogie lenistwo, z kubkiem gorącej miodowo- imbirowo-malinowej herbaty z cytryną lub grzanego wina.
Zgodnie z planem piątkowa impreza udała się wspaniale. Wyszaleliśmy się do późna – tym bardziej plan leniwej soboty coraz bardziej nam się podobał. Wszystko szło jak najlepiej – książka, ciepły kocyk, cicha muzyka w tle – no nic lepszego na zimowy wieczór chyba nie da się znaleźć… Nagle sielanka się skończyła. Z dołu zaczęła dobiegać głośna muzyka i bliżej nieopisane hałasy. Impreza piętro niżej najwyraźniej zaczynała się rozkręcać. No cóż – jako, że dzień wcześniej sami dobrze się bawiliśmy... W końcu każdy ma czasem prawo do odrobiny radości w życiu, nawet jeżeli ma 17 lat i właśnie przewraca mieszkanie do góry nogami. Odłożyliśmy książki i zaczęliśmy rozmawiać – może czytać się nie da ale pogadać o głupotach zawsze można. Wprawdzie doskonale słychać – przez pozamykane okna - czego słuchają koledzy na dole, a hałas na korytarzu jest delikatnie mówiąc spory, ale co tam, jesteśmy cierpliwi i wyrozumiali. W końcu impreza to impreza.
A jednak. Nie wszyscy wykazali się taką wyrozumiałością. W końcu ktoś z sąsiadów zadzwonił na policję – może dlatego, że dzieci nie mogły spać, a może miał na rano do pracy, albo zły humor i chciał w spokoju spędzić wieczór…
Radiowóz dość szybko podjechał i policjanci zapukali do mieszkania, aby uciszyć imprezowiczów. Normalnie w takiej sytuacji wychodzi jedna osoba mówi, że oczywiście przepraszamy i że już będzie spokój. Policjanci z groźnymi minami pouczają, że następnym razem wypiszą mandat wszystkim razem i każdemu z osobna i na tym interwencja się kończy a impreza w najlepsze trwa dalej – może tylko nieco ciszej. Tak jest z reguły. Czasem jednak zdarza się „wyjątek od reguły”. NO I WŁAŚNIE TAK BYŁO TYM RAZEM.
Widząc patrol policyjny „Młody” (17-letni organizator imprezy) wraz z resztą towarzystwa zabarykadował się w mieszkaniu. Policjanci dobijali się dobre pół godziny, a kiedy w końcu udało im się wejść do środka, rozpoczęły się krzyki i wrzaski jakich nie słyszeliśmy chyba nigdy. „Młody” bez zająknięcia wywrzeszczał co myśli o „stróżach prawa i porządku” i kazał im „wyyyyyjść” (jakoś tak podobnie to brzmiało :P) z mieszkania. Po czym został obezwładniony i wyprowadzony na zewnątrz w celu (jak się okazało później) wykonania telefonu do Mamy. W międzyczasie podjechały jeszcze ze 2 radiowozy.
Przyjazd Mamy wiele nam wyjaśnił – zwróciła się ona bowiem do funkcjonariuszy podobnymi słowami jak wcześniej jej syn – no cóż widać, że miał z kogo brać przykład. Po dłuższych przepychankach słownych, część uczestników imprezy została wyprowadzona i zapakowana do radiowozów a część opuściła mieszkanie o własnych siłach. Mama natomiast rozpoczęła dochodzenie pukając po kolei do wszystkich mieszkań – no w końcu i tak nikt nie spał:P – i pytając kto śmiał wezwać policję kiedy jej syn się bawił. Kiedy w końcu znalazła „winnego” powiedziała mu co o nim myśli, dodając serię wyzwisk i była wielce oburzona, że nie przyjął „upomnienia” z pokorą, a śmiał coś odpowiedzieć… Eh…
Cała sprawa zakończyła się koło 1 w nocy… Tak właśnie minęła nasza spokojna sobota, kiedy to bez wychodzenia z domu, siedząc na kanapie, zupełnie zażenowani, nie wiedząc czy śmiać się czy płakać, mogliśmy wysłuchać epizodu „z życia naszej kamienicy”.
A żeby było śmieszniej, dzisiaj odwiedził nas przesympatyczny pan policjant, z pytaniem czy chcielibyśmy zeznawać w sądzie jako świadkowie, bo jak się okazało policja wniosła oskarżenie – przeciwko komu? Pewnie przeciwko „Młodemu” a może przeciwko „Mamie”? Nie dociekaliśmy. Na odchodnym policjant z uśmiechem stwierdził, że już dawno nie widział imprezy, gdzie uczestnicy uciekali przez okna przed policją. Dobrze, że „Młody” mieszka na parterze to nie mieli wysoko, ale i tak straty w ludziach były – złamana noga sztuk jeden (o większych stratach policjant nie słyszał).
No cóż. Kino? Teatr? Aaaa tam - nie ma to jak naprawdę dobra impreza :P Wszystkich zainteresowanych dalszymi odcinkami cyklu "z życia naszej kamienicy" zapraszamy na naszą kanapę. Niestety (a może właśnie "stety") nie jesteśmy w stanie zagwarantować kiedy i czy następne odcinki się pojawią :P :P :P
wtorek, 30 listopada 2010
Andrzejki 2010


sobota, 24 października 2009
Co się stało z pluszakiem?
piątek, 2 stycznia 2009
niedziela, 23 listopada 2008
Weekendowo
wtorek, 8 lipca 2008
Co sie dzieje na tym świece - my MAGISTRAMI INżYNIERAMI :D
No to udało mi się włączyć komputer:) Teraz już nie muszę robić tego codziennie:) Teraz w ogóle nie muszę tego robić – no chyba, że mam ochotę pobuszować na naszej klasie albo poczytać artykuły na Gazecie albo pogadać na gg… nieeeeeeee na to nie mam ochoty – lepiej na żywo:D No w każdym razie dni kiedy spędzaliśmy przy klawiaturze po 19 godzin odeszły bezpowrotnie gdyż od piątku obydwoje z Łukaszem jesteśmy MAGISTRAMI INŻYNIERAMI:D Tak, tak:D W końcu nam się udało:D Trzy piękne obrony (bronił się z nami Genek) i jesteśmy wolni:D W piątek wieczorem spełniliśmy swoje magisterskie obowiązki – grill na miasteczku mimo deszczu, wiatru i ogólnie paskudnej pogody udał się wspaniale. Udało nam się pozbyć całego naszego dorobku w postaci kolokwiów z „Baz danych”, „Baz danych II” i „Języków formalnych”, które specjalnie na tę okazję zostały przyniesione przez mojego promotora:) Każdy miał szansę osobiści spalić w grill’owym ogniu swoje własne wypociny…
W sobotę natomiast po południu postanowiliśmy wybrać się do domu i pochwalić osobiście naszym wspaniałym sukcesem. Wzięliśmy ze sobą oczywiście nasze prace (żeby były dowody rzeczowe;) i magistersko-inżynierskie kaski, które dzień wcześniej dostaliśmy od Jurka i Asi. No i trzeba przyznać, że kaski zrobiły furorę zarówno w domu jak i na grillu dzień wcześniej;)
Weekend upłynął nam więc bardzo miło na leniuchowaniu i nic nie robieniu:) Opychaliśmy się dobrymi rzeczami przygotowanymi przez mamę a poza tym malinami i czereśniami, których zjedliśmy ogromne ilości;) I aż żal było wracać do Krakowa i do pracy…
Eh i nadal nie dociera do mnie, że po przyjściu z pracy nic już nie muszę robić… W każdym razie już oficjalnie i bezdyskusyjnie zakończyliśmy ostatni etap naszej edukacji i w końcu możemy się bezkarnie nudzić - przynajmniej przez jakiś czas:D


Wszystkim którzy choć w najmniejszym stopniu przyczynili się do naszego sukcesu bardzo dziękujemy :)
piątek, 23 maja 2008
Od poniedziałku do piątku i jeszcze weekend :)
No i znowu zanim zdążyliśmy się obejrzeć jest piątek. Tydzień minął nam trochę na pracy, trochę na przyjemnościach no i trochę na zakupach. W sobotę bardzo spontanicznie, bo w ciągu godziny umówiliśmy się na spotkanie z ludźmi z roku. Mimo całkowitej spontaniczności i krótkiego czasu na decyzję frekwencja dopisała i wieczór spędziliśmy bardzo miło - na początku w Re, a potem oczywiście na Chopina:)
We wtorek natomiast zrobiliśmy niespodziankę mojemu młodszemu starszemu bratu i Krecikowi (współlokator Jurka), którzy zdecydowanie postarzeli się w ciągu ostatnich dni :P Asia się spisała, niespodzianka się udała, pokój pękał w szwach, tort był wspaniały (biorąc pod uwagę, że był pieczony w akademiku, to już w ogóle mistrzostwo), drinki smakowały pysznie a chłopakom spodobały się prezenty – swoją drogą bardzo oryginalne :P Tak więc przyjęcie niespodzinkowe okazało się pełnym sukcesem :D
Spotkanie miało również charakter symboliczny. Początek i koniec czyli pierwszy i piąty rok InfStosu razem :D A na dokładkę - solenizanci ;)
"Krecik Kopikopczyk" czyli Krecik i jego nowa koszulka:D
Miśkowi prezenty zdecydowanie się spodobały:P Chyba wiadomo co dostanie na następne urodziny :P
No i na koniec my i gospodarze :P
A po resztę zdjęć proszę się zgłosić osobiście:D
Miłym przerywnikiem w pracy były też poniedziałkowe zakupy z Baśką (a jakie dobre ciastka dostałam :D ) i wczorajsze spotkanie z kolegami Łukasza.
Poza tymi przyjemnościami oczywiście cały tydzień wypełniła nam ciężka praca. Łukaszowi w pracy a mnie w tym tygodniu wyjątkowo w domu, żeby nadgonić magisterskie zaległości, dzięki czemu powstał kolejny, dość spory fragment tekstu oraz kawałek programu, zbliżające mnie do zostania panią magister :P
No a dzisiaj dokonaliśmy wielkich zakupów czyli moich butów (nie ślubnych:P ) i w końcu po wielu godzinach poszukiwań i zwiedzeniu chyba wszystkich sklepów z „Modą Męską” w Krakowie – Łukaszowego garnituru :) No i jeszcze wybraliśmy buty, ale tu trzeba już poczekać na odpowiedni rozmiar :P Tak więc tydzień mieliśmy bardzo owocny i pracowity :P
sobota, 12 kwietnia 2008
Nasi nowi sąsiedzi :)
Po odśpiewaniu jeszcze kilku hitów, a także dzięki bardzo przekonywującym namowom panów z policji, którzy nie chcieli się dać zaprosić do wspólnej zabawy, całe towarzystwo pod wodzą Arusia przeniosło się na miasteczko, gdzie można było szaleć do woli, pohuśtać się na huśtawkach albo zrobić zamek z piasku w piaskownicy:P Po tych szaleństwach mieliśmy jeszcze na tyle siły, żeby skorzystać z ciepłego wieczoru (a właściwie nocy) i odprowadzić Mateusza i Ottawkę do domu w ramach spaceru, a przy okazji omówić szczegóły dzisiejszej wyprawy do IKEI:)
Dzisiaj natomiast zrealizowaliśmy nasz wczorajszy plan w związku z czym Ottawka i Mateusz wybrali sofę a ja mam nowy fotel:D Niestety małe niedopatrzenie sprawiło, że zamiast czarnego przywieźliśmy biały... No cóż, jutro trzeba będzie go wymienić, a przy okazji kupimy nowy stół;) Eh, czasem dobrze czegoś niedopatrzeć - zawsze można odwiedzić sklep jeszcze raz;)
No a na koniec dodam jeszcze, że zapraszamy wszystkich bardzo serdecznie w nasze okolice - mieszkanka są ładne, do centrum dwa kroki, no i jakie sąsiedztwo ;D
wtorek, 18 marca 2008
Lu :)
wtorek, 1 stycznia 2008
Sylwester 2007
poniedziałek, 10 grudnia 2007
Sylwestrowe plany
sobota, 13 października 2007
Impreza zaręczynowa
poniedziałek, 8 października 2007
Tydzień bez tchu
Natomiast wesele, jak to wesele trwało do rana, a my byliśmy ostatnimi gośćmi, którzy opuszczali salę. Jednym z najbardziej oryginalnych był ksiądz franciszkanin - kuzyn Gabrysi, który też udzielał jej ślubu. Dzięki temu sama ceremonia zaślubin była bardzo osobista i oryginalna.
Na drugi dzień wstaliśmy dosyć wcześnie, bo o 14 :P Pierwszą informacją, jaką otrzymałem po otworzeniu oczu było zaproszenie od Michała na poprawiny u nich w domu... No to trzeba było jechać :) Niestety cud nie nastąpił i o dziwo nie wstałem jak nowo narodzony. Nie czułem się też jak młody bóg... Na szczęście na poprawinach można było wybrać lżejszą opcję dla mięczaków, czyli wino, co nie znaczy, że było go mało :) Całość zakończyła się wieczorem w niedzielę, ale skutki weekendowego maratonu odczuwalne były dzisiaj w pracy, co nie wpłynęło pozytywnie na moją wydajność. I tak tydzień bez tchu minął nam jak jeden dzień.
Wszystkiego najlepszego dla młodej pary :)
czwartek, 27 września 2007
Dzień za dniem...
Już w poniedziałek na dobry początek udało nam się z Ottawką pobuszować trochę po sklepach - dobrze ze fundusz kredytowy "Ottawka" działa - bo Mateusz jeszcze długo by się śmiał z mojego zostawionego w domu portfela. Oczywiście kupiłyśmy same niezbędne rzeczy - np. ząbkowane nożyczki do cięcia filcu;) W tym samym czasie Łukasz bardzo szczęśliwy, że tym razem nie musi zwiedzać ze mną "dziewczynkowych" sklepów objechał rowerem cały Kraków i okolicę.
We wtorek natomiast postawiliśmy na zwiedzanie i obejrzeliśmy nowe mieszkanie kolegów - Maćka i Tomka - którzy po długich poszukiwaniach znaleźli w końcu własny kąt:P Muszę przyznać, że mieszkanie jest ładne a pierwsza próba wytrzymałości sąsiadów na hałasy zakończyła się sukcesem - są wytrzymali:D
Trzeba przyznać, że wciągu ostatnich dni zrobiliśmy całe mnóstwo mniej lub bardziej pożytecznych ale za to bardzo przyjemnych rzeczy - między innymi nakarmiliśmy Mateusza specjalną jajecznicą i zostaliśmy nakarmini przepysznymi marynowanymi grzybkami z zeszłorocznych tęczyńskich zbiorów, ja przygotowałam antyramę ze zdjęciami i dostałam wpis z sejsmologii a Łukasz był ze mnie dumny;)
A dzisiaj wybieramy się do kina na film, o jednym z najboleśniejszych wydarzeń polskiej historii, który powinien obejrzeć każdy - "Katyń" Andrzeja Wajdy...
niedziela, 16 września 2007
Grzybobranie w Tenczynie
Generalnie było świetnie, odpoczęliśmy od Krakowa, Kraków odpoczął od nas, a przez najbliższy tydzień nasza kuchnia będzie przesiąknięta zapachem suszonych grzybów... Dzięki Oktawia! :)
http://picasaweb.google.com/lchlebda/Tenczyn2007
poniedziałek, 10 września 2007
Deszczowo i towarzysko
Jednak mimo ciągle padającego deszczu ostatni tydzień okazał się niezwykle udany towarzysko. We wtorek zostaliśmy odwiedzeni przez Joannę, w środę godnie przyjął nas Arek, w czwartek zostaliśmy zaproszeni na imprezę powitalną kuzynki Ani Baśki i jej narzeczonego - Tomka, którzy wrócili ze Stanów po 3 miesięcznym pobycie. Było bardzo sympatycznie, powspominaliśmy trochę licealne czasy z Tomkiem, by wreszcie o 3 nad ranem wrócić w strugach deszczu do domu. W piątek gośćmi naszymi byli Mateusz o Oktawia, którzy poczęstowali nas porcją prawie 1000 zdjęć prosto z olśniewającej Islandii. W sobotę urządziliśmy sobie wieczór kibica z moimi znajomymi, czyli z tzw. 'ekipą' i mocno przeżywaliśmy niezwykle udany dla Polaków mecz z Portugalią (wynik 2:2). Natomiast dziś przyjechali do nas Jurek z Aśką, których przygarnęliśmy na ten tydzień, ze względu na ich egzaminy. Jak widać życie towarzyskie na ulicy Konarskiego kwitnie i to nawet pomimo brzydkiej pogody :)
Ponadto od tego tygodnia mam także nowego przyjaciela - jest nim nowiutki T60 - prosto z fabryki, którego mogę głaskać, przytulać i słuchać jak pomrukuje :) A to wszystko dzięki Baśce i Tomkowi, którzy przywieźli mi go ze sobą. Jeszcze raz dziękuję :) Oczywiście nie ma mowy o jakimkolwiek wywłaszczeniu Ani. System kolejkowy laptop-Ania-lodówka-łóżko-gitara został już przeze mnie zaimplementowany i jak narazie sprawuje się nieźle. Oby tylko laptop nie przejmował sekcji krytycznej z gitarą bo wtedy może dojść do zakleszczenia, nie mówiąc już o drodze pomiędzy laptopem a lodówką. W każdym razie laptop powinien obronić się sam - w końcu to ThinkPad :)






