niedziela, 24 kwietnia 2011
Wesołych Świąt!
wtorek, 19 października 2010
DIY czyli 'Do It Yourself' :]
Cud, a jednak nie cud?
Jesień. Za oknem szaro buro i ponuro. Nie ma jak ciepła herbata i radio z jakąś „ciepłą” muzyką tak, żeby dało się przetrwać dzień do wyjścia z pracy. Właśnie taką taktykę przyjęłam dzisiaj. Radio ma jednak to do siebie, że od czasu do czasu – średnio raz na godzinę - prezentuje najnowsze wiadomości z kraju i ze świata. Jakież było moje zdumienie, kiedy usłyszałam, o liście biskupów do parlamentarzystów, w którym przestrzegali przed zgubnymi skutkami invitro. Nie żebym nie znała stanowiska kościoła w tej kwestii, jednak sposób, w jaki usiłuje on przeforsować „jedynie słuszne” wydawać by się mogło poglądy po prostu mnie przeraził.
Po pierwsze, dlatego że Polska nie jest państwem wyznaniowym. Jeżeli medycyna stwarza możliwość pomocy parom, które z różnych względów nie mogą mieć dzieci w sposób naturalny, państwo powinno dać możliwość korzystania z tej pomocy wszystkim – nie tylko zamożnym, których stać na wykonanie zabiegu na własną rękę. Po drugie uważam za niedopuszczalne stwierdzenie, iż dzieci urodzone w wyniku invitro są „gorsze” niż dzieci poczęte metodą naturalną. Wcześniaki, wady genetyczne, powikłania poporodowe zdarzają się również wśród dzieci poczętych naturalnie. Zastanawia mnie też, czy biskupi pisząc swój list wzięli pod uwagę, że za pomocą metody sztucznego zapłodnienia przyszło na świat ponad milion dzieci – ile w Polsce nie wiadomo dokładnie, nie zmienia to jednak faktu, że część z nich jest już na tyle dorosła i świadoma, że może po przeczytaniu tego listu poczuć się ludźmi „gorszej kategorii” – czy aby na pewno tego uczy Chrystus mówiąc „Miłuj bliźniego swego…”. Czy dostojnicy kościelni wzięli pod uwagę pisząc to, co napisali, że tym samym piętnują ludzi, którzy decydują się na taką właśnie metodę walki o własne dziecko? Czy któryś z nich zastanowił się nad tym, czym naprawdę jest problem bezpłodności? Czy osoby potępiające tę metodę jako niemoralną zastanawiają się ile musi przejść para zanim faktycznie do takiego zabiegu dojdzie? Miesiące a czasem lata starań, leczenie (bo przecież nikt nie kwalifikuje do zabiegu ot tak, bo ktoś ma kaprys) no i przede wszystkim obciążenie psychiczne. Jak czuje się mężczyzna, który słyszy, że niestety dzieci to on miał nie będzie? Jak czuje się para, która co chwilę od rodziny i znajomych słyszy „Zróbcie sobie dzidziusia” (pomijam złośliwe komentarze w stylu „Co nie możecie?”, mówię raczej o tych nieświadomych, bo przecież mało kto pomyśli, że może oni się jednak o to dziecko starają – warto wziąć pod uwagę, że bezpłodność nie jest problemem, o którym chciało by się informować wszystkich wokół). Moim zdaniem determinacja, która pozwala przetrwać i pokonać te wszystkie przeciwności nie zasługuje na publiczne napiętnowanie i to ze strony osób, które nigdy nie miały do czynienia z takimi problemami. Łatwo jest krytykować – ciężej samemu być w takie sytuacji.
Nie odbieram kościołowi prawa do głoszenia własnej opinii w tej kwestii, jednak uważam, iż po to Bóg dał ludziom sumienie i wolną wolę, żeby o pewnych rzeczach mogli rozstrzygnąć sami. Osoby wierzące, które nie będą chciały z tej metody skorzystać na pewno z niej nie skorzystają – nic na siłę – jednak nie każmy wszystkim podporządkowywać się wyznawanym przez nas wartościom. Może kościół zamiast straszyć „wykluczeniem ze wspólnoty wierzących” ludzi, którzy otwarcie przedstawią swoje poglądy i zajmować się dziećmi, których jeszcze nie ma (a których przyjście na świat wbrew temu, co zdają się sugerować niektórzy hierarchowie jest najważniejszym i najbardziej oczekiwanym zdarzeniem w życiu rodziny) powinien pomyśleć o dzieciach które już są, a rodzony w których przyszły na świat nie są w stanie zapewnić im godnych warunków życia, ani nawet minimum miłości (której oczekiwanym czasem przez lata dzieciom „z próbówki” zapewne nie braknie – choć wiadomo różnie w życiu bywa więc nie ma co generalizować).Czy naprawdę o to chodzi żeby mówić „rozmnażajcie się” ludziom, którzy w naturalny sposób są w stanie mieć nawet dziesięcioro dzieci i żadnemu z nich nie zapewnić godnych warunków życia, a problem dostrzec dopiero wtedy gdy dojdzie do tragedii. Dlaczego odmawiać prawa do posiadania potomstwa ludziom, dla których narodziny dziecka będą prawdziwym cudem?
niedziela, 3 stycznia 2010
Święta, Święta....
Święta, Święta i po Świętach. Niestety wszystko co dobre szybko się kończy, tak więc po prawie dwóch tygodniach leniuchowania jutro wracamy do pracy… Muszę przyznać, że rozleniwiliśmy się strasznie – no dobra nie do granic możliwości bo Łukasz czytał i czytał a ja wprawdzie obijałam się dużo bardziej ale i tak udało mi się trochę dokształcić. W każdym razie lenistwo nas dopadło. Opychaliśmy się pysznościami – ciasta, ciastka, ciasteczka, sałatki i inne smakołyki, które spowodowały, że jest nas trochę więcej niż było przed Świętami :P Tak właśnie oraz na spacerach i odwiedzaniu rodziny i znajomych minęła nam przerwa świąteczna. A potem szampański i wystrzałowy (:P) Sylwester w Tenczynie no i chcąc nie chcąc… jestem o rok starsza… znowu… Eh:P No i znowu nadszedł czas powrotu do pracy niestety… ale wcześniej…
sobota, 24 października 2009
Co się stało z pluszakiem?
środa, 14 października 2009
Dzień zwycięstwa!
środa, 29 lipca 2009
Wakacje :)
środa, 22 kwietnia 2009
A taka ładna pogoda...
niedziela, 29 marca 2009
Miłuj bliźniego swego...
artykuły oraz słuchając wiadomości można odnieść wrażenie, że nie wszystko jest tak jak być powinno. Komisja Majątkowa, zajmująca się zwrotem nieruchomości przekazuje stronie kościelnej grunty należące do skarbu państwa. I wszystko byłoby w pożąku gdyby nie fakt, iż bardzo często zdarza się, że są to obszary bardzo atrakcyjne. W tym miejscu można by jeszcze powiedzieć - co zostało zabrane należy oddać. Jednak jak wytłumaczyć przypadki gdy w ramach rekompensaty za ziemie utracone np. w Lublinie kościół otrzymuje działkę w Bronowicach - jednej z najdroższych a zarazem najbardziej atrakcyjnych pod względem lokalizacji dzielnic Krakowa? Można powiedzieć, że skoro nie można oddać działki będącej wcześniej w czyimś posiadaniu, należy zwrócić jej równowartość. Jednak dlaczego nie mogły to być grunty położone 300 km od Krakowa? Skoro można zamienić ziemię pod Lublinem na ziemię w Krakowie to myślę, że odległość nie gra w takim przypadku istotnej roli. Jak to się w końcu dzieje, że Komisji Majątkowej działającej od 1991 roku, z ponad 3000 wniosków zgłoszonych przez instytucje kościelne dotyczących zwrotu lub przyznania nieruchomości zamiennych nie udało się rozpatrzył jeszcze tylko ok 270 z nich. Przecież w przypadku zwykłych obywateli, sprawy takie ciągną się całymi latami?
Dla miasta oddanie niektórych terenów, może oznaczać konieczność tworzenia nowych planów zagospodarowania przestrzennego oraz zmiany lokalizacji planowanych obiektów. Co jednak gdy kościół upomina się nie o grunty, a o budynki w których działają dzisiaj szkoły, szpitale czy inne instytucje użyteczności publicznej? W ostatnich dniach głośna była sprawa poznańskiego liceum, którego budynek został zwrócony kościołowi. Za wynajem szkoły kuria zażądała 1,8 mln zł. Jeżeli miasto nie znajdzie pieniędzy, szkoła będzie musiała się przenieść. Niestety to nie jedyny taki przypadek. Poznańska kuria jest również właścicielem budynu w którym mieści się zespół szkół muzycznych. Za jego wynajęcie kuria oczekuje od miasta kwoty 1 mln 200 tyś. zł. Oczywiście duchowni zaznaczają, że kwestia opłat nie została jeszcze rozstrzygnięta i wszystko zależy od negocjacji z ministerstwem. I można by powiedzieć - normalna sprawa "biznes is biznes", twarde regóły rynku obowiązują wszystkich jednakowo... Tylko czy kościół nie powinien - w myśl głoszonej przez siebie nauki - zaprzeczać tym zasadom? Albo przynajmniej niewielkiej części z nich? Co z ubóstwem, miłosierdziem i miłością bliźniego? Czy nie pojawia sie tu przypadkiem najzwyklejsza chciwość? A może to wszystko w myśl zasady "Miłuj bliźniego swego (aż zedrzesz ostatnią koszulę z niego)"? W reszcie jakie wartości przekazuje kościół ludziom? Czy nie przypadkiem, że pieniądze są najważniejsze? Na co te pieniądze są wydawane - nie wnikam, jednak coraz częściej odnoszę wrażenie, że kościół to sprawnie i bezwzględnie działający biznes, który z wiarą nie ma nic wspólnego...
Na koniec ciekawostka.
wtorek, 23 grudnia 2008
Choinka
niedziela, 23 listopada 2008
Weekendowo
niedziela, 16 listopada 2008
Jesienne zajęcia
A dzisiaj odwiedzili nas Jurek, Asia i Michał, a ponieważ kulinarne szaleństwa nie skończyły się na wczorajszym sushi, musieli zjeść z nami obiad ;)
Na razie więc mimo zbliżającej się zimy nuda nam nie zagraża zwłaszcza, że w przyszłym tygodniu czeka nas następna część remontu, a towarzyskich zobowiązań również nie wolno zaniedbywać ;)
piątek, 31 października 2008
"Wybuchnięta pomarańcza" :)
Eh ostatnio pomysłów na zajęcia takie jak wyszywanie, malowanie, układanie zdjęć, sortowanie starych płyt i robienie na drutach mam jeszcze sporo - straszne to jest ale trzeba odreagować te 5 lat studiów ;)
niedziela, 26 października 2008
Co tam u nas słychać?
A oto moja żona testująca moje nowe słuchawki i wklejająca jakieś zdjęcia do albumu:
piątek, 5 września 2008
Zapracowani 2
Od poprzedniego wpisu minął już ponad miesiąc, a jego temat nie stracił ani trochę na aktualności. No i muszę powiedzieć, że chociaż jeszcze nie wszystko, to już sporo rzeczy udało się zrobić. Pierwsza część generalnego remontu zakończyła się powodzeniem. Zdobyliśmy trochę doświadczenia, tak że jak za trzy lata będziemy robić remont własnego mieszkanka (wprowadzamy plan trzyletni;) ) to już dużo rzeczy będziemy wiedzieć i niewiele będzie w stanie nas zaskoczyć. Przede wszystkim – co jest przykre – okazuje się, że ekipie remontowej trzeba patrzeć na ręce niezależnie od tego jak dobrze pracuje. Nasi panowie, którzy przez większą część czasu radzili sobie bardzo dobrze, a montowanie grzejników, układanie kafelek i cała reszta szła im sprawnie, na koniec bardzo nas rozczarowali. Chcąc skończyć w terminie przyspieszyli pracę, co nie do końca korzystnie odbiło się na jakości wykonania. No cóż, człowiek uczy się całe życie, więc następnym razem będziemy wiedzieć, że nad panami remontującymi trzeba stać i patrzeć im na ręce… Niestety. Tak czy inaczej, ta część remontu już za nami. Teraz zostało cyklinowanie, wymiana okien i malowanie ale to już po naszym wielkim dniu;) Teraz nie mamy czasu i marzymy już tylko o podróży poślubnej (chociaż jeszcze nie wiemy gdzie pojedziemy :) ) i o odpoczywaniu. Jednak ciężko jest robić remont jednocześnie pracując i organizując ślub:/
A przygotowania do ślubu idą pełną parą. Dzisiaj podobnie jak co tydzień jedziemy do Jasła - będziemy wybierać potrawy i ciasta a także wino i inne napoje;) Moja sukienka jest już prawie uszyta, buty udało się kupić i umówić wizytę u fryzjera i kosmetyczki. Poćwiczyliśmy już nawet pierwszy taniec. Na szczęście mamy tyle zajęć, że jeszcze nie zdążyliśmy się zacząć stresować. Miejmy nadzieję, że tak nam zostanie do samego końca:)
Wydarzeń polityczno - ogólnoświatowych ostatniego miesiąca było trochę. Można nawet powiedzieć, że był to burzliwy miesiąc. Tak więc olimpijski spokój nie opanował świata wraz z rozpoczęciem igrzysk w Pekinie, co nas specjalnie nie zaskoczyło. Zachowanie Rosji wykorzystującej moment, gdy oczy świata, zwrócone są w nieco innym kierunku, niż ona sama, też specjalnym zaskoczeniem nie jest. Nie pierwszy to raz i zapewne nie ostatni. Nie zaskoczyła nas również reakcja „starej” Unii na wydarzenia w Gruzji. No cóż, zbyt dużo interesów ma Unia na wschodzie, a taki drobiazg jak importowany z Rosji gaz skutecznie paraliżuje jakiekolwiek reakcje zachodnich polityków. Szkoda tylko, że w najmniejszym stopniu nie biorą oni pod uwagę zdecydowanej postawy państw, które z Rosją miały więcej do czynienia, nie koniecznie z własnej woli i inicjatywy. Tak więc na tym polu również nie zostaliśmy zaskoczeni. A wracając na własne podwórko - jak zawsze sukces ma wielu ojców. Tak więc odpowiedzialnych za sukces negocjacji w sprawie tarczy antyrakietowej (chociaż tak naprawdę nie do końca wiadomo co w tym wypadku słowo „sukces” oznacza) mamy całe tłumy. Za to do odpowiedzialności za niekorzystną sytuację w stoczniach nikt nie chce się przyznać. Czyli tu także jak zawsze i nic nowego. Eh… i tak się czasem zastanawiamy czy jednak może w końcu zostaniemy zaskoczeni – chociaż tak troszkę, odrobinkę. Na razie testując weselne winko, skręcając szafeczki do łazienki i wybierając kolor farby do pokoju – cały czas czekamy;)
niedziela, 4 maja 2008
Poczekaj Kiedyś Przyjedzie - czyli z PKP po kraju...
No i wszystko byłoby pięknie gdyby nie fakt, że PKP znowu nie stanęło na wysokości zadania. Niestety, mimo, iż nie tak trudno przewidzieć, że po długim weekendzie podróżnych na pewno będzie więcej, nikt nie wpadł na pomysł dołączenia większej liczby wagonów. W związku z tym ostatnie osoby miały szansę wsiąść w Dębicy, a na kolejnych stacjach ludzie już tylko z niedowierzaniem patrzyli na wypchany do granic możliwości pociąg. Ci, którym udało się jeszcze jakoś wcisnąć - albo zostać siłą upchniętym (w Dębicy właśnie) - byli natomiast bardzo szczęśliwi, że w ogóle jadą... I tylko zastanawia mnie jak to jest możliwe, że w samym Środku Europy w XXI wieku standard podróżowania wygląda w ten sposób? Czy władze kolei naprawdę nie wiedzą o tych tłumach szturmujących pociągi przy okazji każdego długiego weekendu? Bo nie wierzę, żeby którakolwiek z tych osób tym pociągiem jeździła. Czy może ktoś wychodzi z założenia, że dostawianie kolejnych wagonów nie jest potrzebne, bo ludzie i tak kupią bilety i JAKOŚ się upchną - no chyba ze ktoś woli pięcio- lub sześcio- godzinną wycieczkę autobusem. Tak więc dobrze, że Łukasz zdecydował się wracać trochę wcześniej - bo małą mnie wepchnąć się udało, ale we dwójkę mielibyśmy spory problem.
Nie będę już pisać o punktualności pociągów bo wszyscy wiedzą jak ta kwestia wygląda. Powiem tylko, że pociąg jadący do Wrocławia już w Krakowie miał 40 minutowe opóźnienie - a myślę, że to i tak niezły wynik.
Smutna prawda jest taka, że dopóki PKP będzie monopolistą (a na zmianę tego stanu rzeczy raczej się nie zanosi), dopóty podróże pociągiem będą wyglądały podobnie. Ja od siebie mogę tylko powiedzieć, że cały zarząd PKP powinien mieć nakaz jeżdżenia koleją i wtedy może na jakieś zmiany byłby choć cień szansy. Ale to tylko takie moje małe życzenie...

sobota, 3 maja 2008
Szkolne lata

Jak się znaleźli w naszej szkole, to nie wiem. Przypuszczam, że maczał w tym palce mój nauczyciel od WF-u, bo bardzo często chodziliśmy z nim na Wisłę grać na ich boiskach treningowych, nie mówiąc już o darmowym basenie. Raz nawet graliśmy na głównym boisku z trybunami :)
Drugie zdjęcie - to dziedziniec mojego liceum za czasów kiedy do niego chodziłem:

Ciekawe, prawda? :) Chodząc normalnie do liceum nie zwracało się już na to szczególnej uwagi, ale teraz z perspektywy czasu trzeba przyznać, że dziedziniec ów był bardzo oryginalny :P
środa, 16 kwietnia 2008
wtorek, 15 kwietnia 2008
Aaaaaaalergia :|


