No i proszę - Łukaszowi spodobały się narty:D W związku z tym w sobotę mimo nie sprzyjających warunków- 12 stopni ciepła, silny wiatr i prawie całkowity brak śniegu (biało było tylko na naśnieżonym stoku) wybraliśmy się na narty do Podstolic. Pomimo bliskiego spotkania z orczykiem zakończonego wielkim siniakiem wyjazd się udał (nie było ani jednego upadku :D ). Mam jednak nadzieję, że zima wróci i w następny weekend warunki będą lepsze. W końcu już znaleźliśmy narty dla Łukasza więc fajnie by było gdyby miał szansę je wypróbować :D
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą narty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą narty. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 7 lutego 2011
poniedziałek, 31 stycznia 2011
Sezon rozpoczęty!
W końcu się udało! Po długim zastanowieniu, dokładnym przemyśleniu i przeanalizowaniu wszystkich możliwych ZA i PRZECIW Łukasz dał się namówić na wyjazd na NARTY! Tak więc korzystając z ładnej pogody i kilku dni wolnego wybraliśmy się do Jasła, a stamtąd razem z rodzicami na stok:D Na pierwszy raz wybraliśmy Chyrową- mały stok położony niedaleko Jasła. No i zaczęło się tak:

Instruktor był cierpliwy i wytrwały:

W drugim dniu naszego narciarskiego szaleństwa wybraliśmy się do Smerekowca. Podobnie jak Chyrowa, Smerekowiec jest bardzo dobrym miejscem dla wszystkich początkujących narciarzy (oba stoki polecamy, chociaż tym razem zdecydowanie lepiej przygotowany był ten w Smerekowcu). Pogoda była przepiękna, kolejek nie było w ogóle, a Łukaszowi z każdym zjazdem szło lepiej:D Wiedziałam, że mój mąż jest zdolny ale żeby aż tak?


Tak więc wyjazd udał się wspaniale:D

Jestem dumna z mojego męża:D

No i już planujemy następny - tym razem weekendowy - wypad na nartki :D Najwyższy czas chyba wrócić do starej dobrej zasady - nieważne co się dzieje w tygodniu, byle w weekend śnieg był dobry :D :D :D Uwielbiam narty! :D

niedziela, 18 stycznia 2009
Białe szaleństwo!
W sobotę oficjalnie rozpoczęłam sezon narciarski. Ja - ponieważ mój małżonek nie dał się jeszcze namówić na zimowe szaleństwo (cały czas nad tym pracuję więc myślę, że w końcu mi się uda go przekonać, że narty są fajne ;) ). Tak więc na weekend wybraliśmy się do Jasła. Podczas gdy Łukasz z mamą nadrabiali zaległości w lekturach i chodzeniu po sklepach, tata i ja wybraliśmy się do Białki żeby trochę poszaleć na śniegu. Na szczęście nie musieliśmy się wybierać samochodem - bo to jednak spora odległość a po całym dniu na nartach ciężko się wraca taki szmat drogi. Wyjazd był zorganizowany przez szkołę taty. Z taką ilością nauczycieli nie miałam do czynienia od czasu szkoły średniej :P Jednak ponieważ moja edukacja już się zakończyła, tak liczne grono pedagogiczne nie było w stanie mnie wystraszyć i odwieść od planu wyjazdu i szaleństw do upadłego. Wcześniej nie byłam w Kotelnicy Białczańskiej i muszę powiedzieć, że od razu mi się tam spodobało. Narciarze (oraz snowboardziści) mają do dyspozycji kilka wyciągów i tras zjazdowych o różnych stopniach trudności - od najprostszych, na których mogą swobodnie ćwiczyć początkujący amatorzy sportów zimowych, po trasy wymagające większych umiejętności. Nawet najlepsi zawodnicy znajdą tutaj coś dla siebie - jest to jeden z nielicznych ośrodków posiadających trasę FIS. Oprócz bardzo dobrze przygotowanych tras zjazdowych warto zwrócić również uwagę, na wspaniałe widoki - można stąd podziwiać Tatry w całej okazałości.Muszę powiedzieć, że pogoda udała się nam wspaniała - słoneczko, bez wiatru, lekki mróz - więc praktycznie nie schodziliśmy ze stoku, robiąc tylko niewielkie przerwy na podziwianie okolicy no i na kawę z oscypkiem z grila... mnaaaaaaam :D
Droga powrotna minęła nam bardzo szybko - wszyscy mieli dobre humory po wspaniale spędzonym dniu, więc rozmowom o różnych narciarskich przypadkach i wypadkach nie było końca. No i oczywiście w końcu po zejściu ze stoku można było popróbować różnych smakołyków przywiezionych w celu ochrony przed zimnem ;) A w domu czekał na nas pyszny obiad i ciepła herbata. No i mój prywatny masażysta, który zaopiekował się swoją biedną żoną z bolącymi nogami :D
Tak więc wszystkim, którzy będą mieć okazję wybrania się do Kotelnicy Białczańskiej bardzo ten ośrodek polecam. Mam nadzięję, że nawet mój mąż da się w końcu przekonać. A jak nie to kupię mu sanki... albo jabłuszko i już ;)
Droga powrotna minęła nam bardzo szybko - wszyscy mieli dobre humory po wspaniale spędzonym dniu, więc rozmowom o różnych narciarskich przypadkach i wypadkach nie było końca. No i oczywiście w końcu po zejściu ze stoku można było popróbować różnych smakołyków przywiezionych w celu ochrony przed zimnem ;) A w domu czekał na nas pyszny obiad i ciepła herbata. No i mój prywatny masażysta, który zaopiekował się swoją biedną żoną z bolącymi nogami :D
Tak więc wszystkim, którzy będą mieć okazję wybrania się do Kotelnicy Białczańskiej bardzo ten ośrodek polecam. Mam nadzięję, że nawet mój mąż da się w końcu przekonać. A jak nie to kupię mu sanki... albo jabłuszko i już ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)