Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ślub. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ślub. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 maja 2009

Ania & Sławek - weekend before :D

Po rowerowych szaleństwach minionych weekendów, następny koniec tygodnia spędzimy jeszcze bardziej "wyjazdowo" - 16 maja wybieramy się bowiem do Jasła na ślub Ani i Sławka. Żeby tradycji stało się za dość w tydzień przed "wielkim dniem" odbyły się wieczory - kawalerski Sławka i panieński Ani. O wieczorze kawalerskim nie mogę niestety nic powiedzieć oprócz tego, że Sławek został gdzieś wywieziony. Gdzie dokładnie i co się działo później - niestety nie wiadomo :P Mogę już natomiast zupełnie spokojnie (nie zdradzając żadnych tajemnic :P) powiedzieć, że nasza niespodzianka się udała, a dziewczyny stawiły się w komplecie. Takiej zaskoczonej miny jak mina Ani kiedy wróciła ze spaceru - na który sprytnie ją wysłałyśmy - jeszcze wcześniej nie widziałam :P Co się działo podczas imprezy niestety nie mogę zdradzić - mogę tylko powiedzieć, że wymęczyłyśmy Ancie dokładnie :D Teraz czekamy już tylko na sobotę :D :D :D

niedziela, 1 lutego 2009

Zdjęcia ze ślubu

Dotychczas chwaliliśmy się osobiście ale teraz uznaliśmy, że już możemy zaprezentować nasze zdjęcia również na blogu.

piątek, 17 października 2008

Zdjęcia ze ślubu - na zachętę

Nareszcie dostaliśmy zdjęcia od Rafała - naszego fotografa ślubnego. Zdjęcia są piękne i naprawdę jesteśmy całkowicie usatysfakcjonowani pracą, którą wykonał dla nas Rafał. Naprawdę świetnie się z nim współpracuje. Korzystając z nieograniczonych możliwości Internetu podlinkowaliśmy jego stronę na naszym blogu. Ponadto chcielibyśmy z tego miejsca bardzo podziękować Ci Rafał za współpracę, przede wszystkim za Twoje podejście i zarekomendować Cię wszystkim planującym jakieś uroczystości :) Narazie wrzucamy tylko na zachętę kilka zdjęć z pleneru i ze ślubu, ponieważ chcemy Wam pokazać wszystko u siebie. Potem wrzucimy tutaj linka z naszymi zdjęciami, tak by każdy mógł sobie je oglądać gdziekolwiek chce. A oto namiastka tego, co czeka Was u nas w domu ;)












I takie właśnie piękne zdjęcia możecie mieć, jeśli tylko poprosicie o to ładnie Rafała Jakubka.

poniedziałek, 22 września 2008

Wyjazdowo

Wesele było wspaniałe i bawiliśmy się świetnie. Wszyscy nasi znajomi zrobili furorę wśród osób z rodziny z racji ilości energii, jaką dysponują oraz tego, że prawie bez przerwy bawili się na parkiecie. Impreza skończyła się o imponującej porze (była gdzieś 6:30 rano) i to tylko dlatego, że DJ już musiał wyjeżdżać do Krakowa. My za jakieś 15 minut wyjeżdżamy na Rodos, a fotki z wesela pokażemy po spotkaniu z fotografem, pewnie gdzieś do połowy października. Do zobaczenia wszystkim i baaaaardzo gorąco dziękujemy za wspaniałą zabawę do białego rana. Jedno czego mi brakowało na weselu to kolejnych 12 godzin takiej samej zabaw ;) I bardzo dziękujemy wszystkim za bardzo oryginalne prezenty :)



piątek, 5 września 2008

Zapracowani 2

Od poprzedniego wpisu minął już ponad miesiąc, a jego temat nie stracił ani trochę na aktualności. No i muszę powiedzieć, że chociaż jeszcze nie wszystko, to już sporo rzeczy udało się zrobić. Pierwsza część generalnego remontu zakończyła się powodzeniem. Zdobyliśmy trochę doświadczenia, tak że jak za trzy lata będziemy robić remont własnego mieszkanka (wprowadzamy plan trzyletni;) ) to już dużo rzeczy będziemy wiedzieć i niewiele będzie w stanie nas zaskoczyć. Przede wszystkim – co jest przykre – okazuje się, że ekipie remontowej trzeba patrzeć na ręce niezależnie od tego jak dobrze pracuje. Nasi panowie, którzy przez większą część czasu radzili sobie bardzo dobrze, a montowanie grzejników, układanie kafelek i cała reszta szła im sprawnie, na koniec bardzo nas rozczarowali. Chcąc skończyć w terminie przyspieszyli pracę, co nie do końca korzystnie odbiło się na jakości wykonania. No cóż, człowiek uczy się całe życie, więc następnym razem będziemy wiedzieć, że nad panami remontującymi trzeba stać i patrzeć im na ręce… Niestety. Tak czy inaczej, ta część remontu już za nami. Teraz zostało cyklinowanie, wymiana okien i malowanie ale to już po naszym wielkim dniu;) Teraz nie mamy czasu i marzymy już tylko o podróży poślubnej (chociaż jeszcze nie wiemy gdzie pojedziemy :) ) i o odpoczywaniu. Jednak ciężko jest robić remont jednocześnie pracując i organizując ślub:/

A przygotowania do ślubu idą pełną parą. Dzisiaj podobnie jak co tydzień jedziemy do Jasła - będziemy wybierać potrawy i ciasta a także wino i inne napoje;) Moja sukienka jest już prawie uszyta, buty udało się kupić i umówić wizytę u fryzjera i kosmetyczki. Poćwiczyliśmy już nawet pierwszy taniec. Na szczęście mamy tyle zajęć, że jeszcze nie zdążyliśmy się zacząć stresować. Miejmy nadzieję, że tak nam zostanie do samego końca:)

Wydarzeń polityczno - ogólnoświatowych ostatniego miesiąca było trochę. Można nawet powiedzieć, że był to burzliwy miesiąc. Tak więc olimpijski spokój nie opanował świata wraz z rozpoczęciem igrzysk w Pekinie, co nas specjalnie nie zaskoczyło. Zachowanie Rosji wykorzystującej moment, gdy oczy świata, zwrócone są w nieco innym kierunku, niż ona sama, też specjalnym zaskoczeniem nie jest. Nie pierwszy to raz i zapewne nie ostatni. Nie zaskoczyła nas również reakcja „starej” Unii na wydarzenia w Gruzji. No cóż, zbyt dużo interesów ma Unia na wschodzie, a taki drobiazg jak importowany z Rosji gaz skutecznie paraliżuje jakiekolwiek reakcje zachodnich polityków. Szkoda tylko, że w najmniejszym stopniu nie biorą oni pod uwagę zdecydowanej postawy państw, które z Rosją miały więcej do czynienia, nie koniecznie z własnej woli i inicjatywy. Tak więc na tym polu również nie zostaliśmy zaskoczeni. A wracając na własne podwórko - jak zawsze sukces ma wielu ojców. Tak więc odpowiedzialnych za sukces negocjacji w sprawie tarczy antyrakietowej (chociaż tak naprawdę nie do końca wiadomo co w tym wypadku słowo „sukces” oznacza) mamy całe tłumy. Za to do odpowiedzialności za niekorzystną sytuację w stoczniach nikt nie chce się przyznać. Czyli tu także jak zawsze i nic nowego. Eh… i tak się czasem zastanawiamy czy jednak może w końcu zostaniemy zaskoczeni – chociaż tak troszkę, odrobinkę. Na razie testując weselne winko, skręcając szafeczki do łazienki i wybierając kolor farby do pokoju – cały czas czekamy;)


środa, 23 lipca 2008

Zapracowani

Jest kilka powodów, dla których już dawno nie udało się nam usiąść do komputerów, żeby napisać chociaż kilka zdań. Pierwszym i chyba najważniejszym – a w każdym razie największym (:P) jest Mateusz (brat Łukasza), który właśnie nas odwiedza i zdecydowanie i całkowicie zajmuje mój komputer. Oczywiście nie jest mi jakoś szczególnie źle i przykro z tego powodu, a co więcej mam wspaniałą wymówkę, żeby w ogóle do komputera w domu się nie zbliżać :D nieźle jak na prawie uzależnionego informatyka;) Drugim, bardzo ważnym powodem naszego braku zainteresowania komputerami są ogromne ilości spraw związanych z organizacją ślubu. Bo przecież trzeba było zamówić zaproszenia i obrączki. Wybrać resztę stroju Łukasza, rozejrzeć się za moimi butami i całą resztą niewielkich ale jakże istotnych drobiazgów. W rezultacie obrączki zostały zamówione, zaproszenia odebrane z drukarni, garnitur Łukasza jest już w komplecie i tylko moich butów jak nie było tak nie ma:( Eh…
Poza tymi wszystkimi rzeczami, których i tak jest sporo - biorąc pod uwagę, że wszystko załatwiamy po pracy czyli mniej więcej od 17 – właśnie przymierzamy się do generalnego remontu. Wymiana płytek, malowanie, cyklinowanie czyli tak zwany remont generalny… Eh zobaczymy jak nam to wszystko pójdzie…
Na razie jednak na weekend wybieramy się podobnie jak w zeszłym tygodniu do Jasła. Tym razem już sami:( Szkoda, bo ostatni weekend, w który udało nam się wszystkim spotkać – jako, że Jurek i Asia też oderwali się na chwilę od pracy - był bardzo miły i w końcu pozwolił nam nie w biegu pogadać o wszystkim i o niczym, pośmiać się i ponarzekać czyli spędzić razem trochę wolnego czasu. Wypróbowaliśmy tatowe specjały – muszę powiedzieć, że i dobre i… mocne;] Odbyliśmy zjazd rodzinny i poznaliśmy Asię i Łukasza z resztą rodzinki. Zobaczyliśmy – z niedowierzaniem – jakie duże są nasze małe kuzynki. Obejrzeliśmy całą masę sukienek, żakietów i spódnic dla mamy:) Uknuliśmy mały spisek w związku z urodzinami taty i imieninami mamy i w ogóle robiliśmy całą masę przyjemnych i nie zawsze pożytecznych rzeczy:) A w ten weekend zrobimy ognisko:D I nie żadnego grilla ale najprawdziwsze na świecie ognisko:D A potem jak zwykle w poniedziałek znowu pójdziemy do pracy…

piątek, 23 maja 2008

Od poniedziałku do piątku i jeszcze weekend :)

No i znowu zanim zdążyliśmy się obejrzeć jest piątek. Tydzień minął nam trochę na pracy, trochę na przyjemnościach no i trochę na zakupach. W sobotę bardzo spontanicznie, bo w ciągu godziny umówiliśmy się na spotkanie z ludźmi z roku. Mimo całkowitej spontaniczności i krótkiego czasu na decyzję frekwencja dopisała i wieczór spędziliśmy bardzo miło - na początku w Re, a potem oczywiście na Chopina:)
We wtorek natomiast zrobiliśmy niespodziankę mojemu młodszemu starszemu bratu i Krecikowi (współlokator Jurka), którzy zdecydowanie postarzeli się w ciągu ostatnich dni :P Asia się spisała, niespodzianka się udała, pokój pękał w szwach, tort był wspaniały (biorąc pod uwagę, że był pieczony w akademiku, to już w ogóle mistrzostwo), drinki smakowały pysznie a chłopakom spodobały się prezenty – swoją drogą bardzo oryginalne :P Tak więc przyjęcie niespodzinkowe okazało się pełnym sukcesem :D

Spotkanie miało również charakter symboliczny. Początek i koniec czyli pierwszy i piąty rok InfStosu razem :D A na dokładkę - solenizanci ;)



"Krecik Kopikopczyk" czyli Krecik i jego nowa koszulka:D



Miśkowi prezenty zdecydowanie się spodobały:P Chyba wiadomo co dostanie na następne urodziny :P



No i na koniec my i gospodarze :P


A po resztę zdjęć proszę się zgłosić osobiście:D


Miłym przerywnikiem w pracy były też poniedziałkowe zakupy z Baśką (a jakie dobre ciastka dostałam :D ) i wczorajsze spotkanie z kolegami Łukasza.
Poza tymi przyjemnościami oczywiście cały tydzień wypełniła nam ciężka praca. Łukaszowi w pracy a mnie w tym tygodniu wyjątkowo w domu, żeby nadgonić magisterskie zaległości, dzięki czemu powstał kolejny, dość spory fragment tekstu oraz kawałek programu, zbliżające mnie do zostania panią magister :P
No a dzisiaj dokonaliśmy wielkich zakupów czyli moich butów (nie ślubnych:P ) i w końcu po wielu godzinach poszukiwań i zwiedzeniu chyba wszystkich sklepów z „Modą Męską” w Krakowie – Łukaszowego garnituru :) No i jeszcze wybraliśmy buty, ale tu trzeba już poczekać na odpowiedni rozmiar :P Tak więc tydzień mieliśmy bardzo owocny i pracowity :P


wtorek, 11 marca 2008

Rumba, Samba, Tango, Walc czyli znowu na parkiecie! :)

A jednak! W końcu mi się udało! Mogę odkurzyć moje buty do tańca! W zeszłym tygodniu zapisaliśmy się z Łukaszem na kurs. I to od razu na piąty stopień! Wprawdzie Łukasz musi trochę nadrobić, ponieważ nasza nauka zakończyła się dwa lata temu na początku trzeciego stopnia, jednak wbrew temu co sam opowiada idzie mu całkiem dobrze:) Dzisiaj byliśmy na drugich zajęciach i potrafimy już zatańczyć prawie wszystkie układy - co wcale nie jest takie proste, biorąc pod uwagę, że powinniśmy się tego uczyć przez ostatnich pięć miesięcy:P Kolejne zajęcia we środę, a w sobotę praktis.
Praktis jest najprzyjemniejszą częścią całego kursu (przynajmniej dla mnie), ponieważ można samemu poćwiczyć to czego się nauczyło na zajęciach, albo coś więcej jeżeli ktoś coś więcej umie - czyli jednym słowem bezkarnie poszaleć na parkiecie;) tak więc w ostatnią sobotę poszliśmy poćwiczyć we trójkę - zabraliśmy ze sobą Jurka. Oboje trochę pomęczyliśmy Łukasza (Jurek pokazywał mu kroki a ja sprawdzałam czy dobrze je pamięta;), a w między czasie przypomnieliśmy sobie nasze stare układy. Jejku jak to było dawno! Z przyjemnością jednak stwierdziliśmy, że nie jest z nami tak źle i bardzo dużo pamiętamy:) Teraz nie pozostaje nam nic innego jak szkolić nasze drugie połówki i sprawić, żeby Łukasz i Asia też polubili nasze hobby;) No i miejmy nadzieję już niedługo będziemy tańczyć tak jak para ze zdjęcia. No bo w końcu wesele się zbliża i czas zacząć wybierać pierwszy taniec;)

A wszystkim zainteresowanym polecam naszą Szkołę Tańca .

środa, 12 grudnia 2007

Fotograf

No to kolejna rzecz załatwiona - fotograf Rafał Jakubek 20 września 2008 już nikomu więcej zdjęć robić nie będzie :) Spośród niezliczonych ofert, których przeglądnęliśmy w ostatnim miesiącu chyba setki, wybraliśmy dla nas najbardziej optymalną - czyli najlepszy stosunek jakości do ceny. A trzeba przyznać, że fotografowie w Krakowie się szanują, czasami to chyba nawet za bardzo. No w każdym razie usługa za 5000zł wywoływała jedynie lekki uśmiech na naszych twarzach. Nawet nie chce wiedzieć, czy są jeszcze droższe. Jedno jest pewne - poniżej 1000zł nie znajdzie się dobrego fotografa do ślubu w Krakowie.

niedziela, 2 grudnia 2007

Na weekend do domu:)

Ależ ten czas leci! Dopiero wybieraliśmy sie na weekend do domu a tu już z powrotem jesteśmy w Krakowie i jutro znowu trzeba będzie pójść do pracy:( Dobrze, że przez tych kilka dni wolnego trochę odpoczęliśmy. Trochę leniuchowania i dobre domowe jedzonko sprawiło, że pewnie jesteśmy trochę grubsi, ale co tam;) W przerwach między posiłkami, udało nam się obejrzeć kilka odcinków "Grejsów", pomęczyć wszystkich oglądaniem zdjęć z Pragi i oczywiście opowiadaniami o wycieczce, odwiedzić dziadków a na dodatek nawet napisać program z MES'u! W Jaśle mróz i prawdziwa zima więc nam - ciepłolubnym informatykom - nie chciało się za bardzo wystawiać nosa na zewnątrz (ale następnym razem na pewno pojedziemy na narty!) ;) Tak więc weekend upłyną nam bardzo miło i trochę za szybko:)

No i oczywiście jeszcze jedna bardzo ważna sprawa:) W czwartek razem z mamą, która odwiedziła nas w Krakowie, wybrałyśmy się na damskie zakupy i zamówiłyśmy sukienkę ślubną!:) Eh, jak ja lubię takie zakupy zwłaszcza, że przy okazji zajrzałyśmy "Pod Aniołki" na przeeeeepyszne pierogi... ;)

sobota, 17 listopada 2007

No i znowu o zimie:P

No to mamy DJ'a na nasze wesele:) Umowę podpisywaliśmy w MedBarze, gdzie nasz DJ prowadził cotygodniowe czwartkowe karaoke, dlatego tego wieczoru nie zabrakło wrażeń. Popisom wokalnym Łukasza i Mateusza nie było końca, a po odśpiewaniu "Ogórka" przyszła kolej na "Żałuję" Eweliny Flinty. No cóż po takim wstępie, później mogła już być tylko "Dumka na dwa serca" Edyty Górniak i Mietka Szcześniaka, ale nawet z tym chłopcy poradzili sobie wyśmienicie i zostali okrzyknięci "najnowszym odkryciem polskiej sceny muzycznej". My z Ottawką tylko żałowałyśmy, że nie mamy kamery... no ale cóż - mam nadziej, że nie było to ostatnie karaoke w naszym wykonaniu:)
Po wyjściu z klubu natomiast miała miejsce największa bitwa śnieżna jaką widziała ulica Szewska, w całej swej długiej historii:P Wynik trudno określić - dlatego potrzebne będzie jakieś rozstrzygające starcie:P Może wtedy uda się ulepić na rynku wielkiego bałwana?;)

No i proszę znowu mi wyszedł zimowy wpis:P Może następnym razem będzie lepiej;)

sobota, 10 listopada 2007

Czego dowiedzieliśmy się przez ostatnie 2 tygodnie?

- Brat to obelga, ale tylko w ustach kogoś kto wygrał wybory. Wszyscy inni, łącznie z samym bratem mogą się ową obelgą raczyć ile wlezie - wtedy nikt się nie obraża. Wiem również, że polityczna kurtuazja nie koniecznie dotyczy wszystkich, a może po prostu nie każdy umie się zachować - w niektórych drzemie mocno wpojony partykularyzm.

- Przepis Oktawii na lasagne szpinakowo - brokułową. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie przetestuję na Ani :)

- Kto będzie dj-em na naszym ślubie, ale o tym, jak podpiszemy umowę w tym tygodniu. W każdym razie z naszej strony podziękowania dla Rafała i Ani za kontakt i rekomendację, która okazała się słuszna - gość jest profesjonalistą.

- "No limits" faktycznie oznacza no limits, no chyba, że limits to całkowite zdjęcie z siebie kostiumu kąpielowego na imprezie w rytm muzyki dance, bądź przeznaczenie także dolnej części swojego ciała pod "arkusz" do rysowania, malowania, maziania klejem w sztyfcie i bóg wie, czego jeszcze :P Można by było jeszcze kilka tych limits znaleźć, ale to tylko takie subtelne uwagi, które przy całej zabawie nie mają znaczenia. So no limits for heretyk! :) Jesteś moim imprezowym mistrzem - narazie nikt Cię jeszcze nie przebił i myślę, że długo jeszcze nie przebije :P

- Nauki przedmałżeńskie nie są aż takie straszne, jak sobie to wyobrażałem wcześniej, przynajmniej u Dominikanów. Choć niczego nowego się nie dowiedziałem, to przynajmniej usłyszałem kilka niezłych dowcipów i anegdotek ze spotkań z maturzystami. Mam nadzieję, że kolejne 3 spotkania również nie będą się opierały na indoktrynacji, której tak bardzo się obawiałem.

- Dobry fotograf nie pracuje w studio, a jeśli pracuje, to nie przykłada się do swojej pracy. Dobry fotograf to artysta, a artysta powinien być wolny, a nie ograniczony studyjnymi ramami. Dlatego właśnie nie bierzemy fotografa ze studio, zresztą empirycznie przekonaliśmy się, że faktycznie nie przykładają się do pracy.

- Niestety dobry fotograf ma już zlecenie... Ale właśnie jesteśmy w trakcie załatwienia innego 'dobrego'.

- 60 złotych - tyle dokładnie musi mieć para, by mogła zostać nieinwazyjnie zindoktrynowana w sprawach pożycia małżeńskiego. Jednak Kościół to instytucja doskonała. Tak subtelnie i tak prawie niezauważalnie - pstryk 60zł, kolejna para - pstryk - kolejne 60zł, itd... Na sali było około 80 par. Interes się kręci.

- 100 butelek wódki to zdecydowanie za dużo przy 60 butelkach wina na wesele dla 100 osób. Tę informację z pierwszej ręki dostaliśmy dzisiaj od mojego wujka podczas odwiedzin. U nich zostało 38 butelek i to po wcześniejszym rozdaniu wielu butelek wychodzącym gościom.

czwartek, 25 października 2007

Jestem dziewczynką;)

Właśnie odkryłam, że jestem 100% dziewczynką! Po sobotnim zwiedzaniu salonów z sukniami ślubnymi w Jaśle na które wyciągnęłam rodziców, przyszła kolej na krakowskie sklepy. Tak więc wczoraj obie z Ottawką wybrałyśmy się na podbój Krakowa, a raczej krakowskich salonów mody ślubnej:) Wbrew moim wcześniejszym przypuszczeniom przymierzanie sukien ślubnych zdecydowane mi się podoba, zwłaszcza, że Ottawka cierpliwie znosiła moje grymasy i kaprysy i z taką samą radością wkładała na siebie kolejne sukienki - tak tylko żeby sprawdzić czy pasują;) Idąc za ciosem od 2 dni oglądamy zaproszenia, samochody, galerie fotografii ślubnej i w ogóle wszystkiego co z tym tematem związane, a na sobotę zaplanowałyśmy kolejne "dziewczynkowe zakupy":) Dobrze ze cierpliwość Ottawki nie zna granic bo w prawdzie do ślubu jeszcze prawie rok ale bez wątpienia pewne rzeczy można zacząć wybierać i oglądać wcześniej czyli już teraz;) Wiem, że pewnie mężczyźni tego nie zrozumieją (Lukasz i Mateusz już się z nas śmieją) ale to naprawdę jest fajne:P

sobota, 13 października 2007

Impreza zaręczynowa

Wczoraj odbyła się u nas impreza poniekąd związana trochę z naszymi zaręczynami o których chyba już wszyscy wiedzą. Z tej okazji zaprosiliśmy trochę osób od nas z roku i dostaliśmy nawet ładne prezenty. Dwóch już wprawdzie nie ma, ale za to uczestnicy imprezy mieli okazje wypróbowania tychże. No a zestaw kieliszków napewno nam się przyda :) Oczywiście nie obyło się bez rozmowy na temat, z której jeden wniosek podstawowy wypłynął - w razie potrzeby mam wezwać pomoc - mam na to jeszcze niecały rok, potem pomoc już nie nadejdzie. Generalnie impreza była udana, naleśniki o 3 w nocy smakują co najmniej tak samo jak w ciągu dnia, miód pitny półtorak w doborowym towarzystwie smakuje jeszcze lepiej, czytanie mocno zmrożonego Pana Tadeusza zachęca do dalszych rozmów nocnych, a o 2 w nocy nie da się zamówić pizzy w Krakowie :) Dzięki wszystkim za przybycie, mam nadzieję, że już niedługo (pewnie początkiem listopada) zrobimy małą powtórkę. Pamiętać wtedy trzeba będzie o wydrukowaniu "planszówki" i zaopatrzeniu się odpowiednio :) Narazie minąły dopiero 2 tygodnie studiów, a już mamy na koncie 2 udane imprezy, oby tak dalej!
A tak było wczoraj:


Raport z imprezy:
- drugie miejsce Przemek - godz. 4:50 nad ranem
- pierwsze miejsce Arek - około 12 powstał z martwych i ruszył w kierunku akademików
- pozostała jedna niewypita bania - właściciela prosimy o szybkie zgłoszenie się (ja i tak wiem, kto jest jej właścicielem :) )