
niedziela, 31 maja 2009
wtorek, 12 maja 2009
Ania & Sławek - weekend before :D
niedziela, 1 lutego 2009
Zdjęcia ze ślubu
piątek, 17 października 2008
Zdjęcia ze ślubu - na zachętę
poniedziałek, 22 września 2008
Wyjazdowo
piątek, 5 września 2008
Zapracowani 2
Od poprzedniego wpisu minął już ponad miesiąc, a jego temat nie stracił ani trochę na aktualności. No i muszę powiedzieć, że chociaż jeszcze nie wszystko, to już sporo rzeczy udało się zrobić. Pierwsza część generalnego remontu zakończyła się powodzeniem. Zdobyliśmy trochę doświadczenia, tak że jak za trzy lata będziemy robić remont własnego mieszkanka (wprowadzamy plan trzyletni;) ) to już dużo rzeczy będziemy wiedzieć i niewiele będzie w stanie nas zaskoczyć. Przede wszystkim – co jest przykre – okazuje się, że ekipie remontowej trzeba patrzeć na ręce niezależnie od tego jak dobrze pracuje. Nasi panowie, którzy przez większą część czasu radzili sobie bardzo dobrze, a montowanie grzejników, układanie kafelek i cała reszta szła im sprawnie, na koniec bardzo nas rozczarowali. Chcąc skończyć w terminie przyspieszyli pracę, co nie do końca korzystnie odbiło się na jakości wykonania. No cóż, człowiek uczy się całe życie, więc następnym razem będziemy wiedzieć, że nad panami remontującymi trzeba stać i patrzeć im na ręce… Niestety. Tak czy inaczej, ta część remontu już za nami. Teraz zostało cyklinowanie, wymiana okien i malowanie ale to już po naszym wielkim dniu;) Teraz nie mamy czasu i marzymy już tylko o podróży poślubnej (chociaż jeszcze nie wiemy gdzie pojedziemy :) ) i o odpoczywaniu. Jednak ciężko jest robić remont jednocześnie pracując i organizując ślub:/
A przygotowania do ślubu idą pełną parą. Dzisiaj podobnie jak co tydzień jedziemy do Jasła - będziemy wybierać potrawy i ciasta a także wino i inne napoje;) Moja sukienka jest już prawie uszyta, buty udało się kupić i umówić wizytę u fryzjera i kosmetyczki. Poćwiczyliśmy już nawet pierwszy taniec. Na szczęście mamy tyle zajęć, że jeszcze nie zdążyliśmy się zacząć stresować. Miejmy nadzieję, że tak nam zostanie do samego końca:)
Wydarzeń polityczno - ogólnoświatowych ostatniego miesiąca było trochę. Można nawet powiedzieć, że był to burzliwy miesiąc. Tak więc olimpijski spokój nie opanował świata wraz z rozpoczęciem igrzysk w Pekinie, co nas specjalnie nie zaskoczyło. Zachowanie Rosji wykorzystującej moment, gdy oczy świata, zwrócone są w nieco innym kierunku, niż ona sama, też specjalnym zaskoczeniem nie jest. Nie pierwszy to raz i zapewne nie ostatni. Nie zaskoczyła nas również reakcja „starej” Unii na wydarzenia w Gruzji. No cóż, zbyt dużo interesów ma Unia na wschodzie, a taki drobiazg jak importowany z Rosji gaz skutecznie paraliżuje jakiekolwiek reakcje zachodnich polityków. Szkoda tylko, że w najmniejszym stopniu nie biorą oni pod uwagę zdecydowanej postawy państw, które z Rosją miały więcej do czynienia, nie koniecznie z własnej woli i inicjatywy. Tak więc na tym polu również nie zostaliśmy zaskoczeni. A wracając na własne podwórko - jak zawsze sukces ma wielu ojców. Tak więc odpowiedzialnych za sukces negocjacji w sprawie tarczy antyrakietowej (chociaż tak naprawdę nie do końca wiadomo co w tym wypadku słowo „sukces” oznacza) mamy całe tłumy. Za to do odpowiedzialności za niekorzystną sytuację w stoczniach nikt nie chce się przyznać. Czyli tu także jak zawsze i nic nowego. Eh… i tak się czasem zastanawiamy czy jednak może w końcu zostaniemy zaskoczeni – chociaż tak troszkę, odrobinkę. Na razie testując weselne winko, skręcając szafeczki do łazienki i wybierając kolor farby do pokoju – cały czas czekamy;)
środa, 23 lipca 2008
Zapracowani
Jest kilka powodów, dla których już dawno nie udało się nam usiąść do komputerów, żeby napisać chociaż kilka zdań. Pierwszym i chyba najważniejszym – a w każdym razie największym (:P) jest Mateusz (brat Łukasza), który właśnie nas odwiedza i zdecydowanie i całkowicie zajmuje mój komputer. Oczywiście nie jest mi jakoś szczególnie źle i przykro z tego powodu, a co więcej mam wspaniałą wymówkę, żeby w ogóle do komputera w domu się nie zbliżać :D nieźle jak na prawie uzależnionego informatyka;) Drugim, bardzo ważnym powodem naszego braku zainteresowania komputerami są ogromne ilości spraw związanych z organizacją ślubu. Bo przecież trzeba było zamówić zaproszenia i obrączki. Wybrać resztę stroju Łukasza, rozejrzeć się za moimi butami i całą resztą niewielkich ale jakże istotnych drobiazgów. W rezultacie obrączki zostały zamówione, zaproszenia odebrane z drukarni, garnitur Łukasza jest już w komplecie i tylko moich butów jak nie było tak nie ma:( Eh…
Poza tymi wszystkimi rzeczami, których i tak jest sporo - biorąc pod uwagę, że wszystko załatwiamy po pracy czyli mniej więcej od 17 – właśnie przymierzamy się do generalnego remontu. Wymiana płytek, malowanie, cyklinowanie czyli tak zwany remont generalny… Eh zobaczymy jak nam to wszystko pójdzie…
Na razie jednak na weekend wybieramy się podobnie jak w zeszłym tygodniu do Jasła. Tym razem już sami:( Szkoda, bo ostatni weekend, w który udało nam się wszystkim spotkać – jako, że Jurek i Asia też oderwali się na chwilę od pracy - był bardzo miły i w końcu pozwolił nam nie w biegu pogadać o wszystkim i o niczym, pośmiać się i ponarzekać czyli spędzić razem trochę wolnego czasu. Wypróbowaliśmy tatowe specjały – muszę powiedzieć, że i dobre i… mocne;] Odbyliśmy zjazd rodzinny i poznaliśmy Asię i Łukasza z resztą rodzinki. Zobaczyliśmy – z niedowierzaniem – jakie duże są nasze małe kuzynki. Obejrzeliśmy całą masę sukienek, żakietów i spódnic dla mamy:) Uknuliśmy mały spisek w związku z urodzinami taty i imieninami mamy i w ogóle robiliśmy całą masę przyjemnych i nie zawsze pożytecznych rzeczy:) A w ten weekend zrobimy ognisko:D I nie żadnego grilla ale najprawdziwsze na świecie ognisko:D A potem jak zwykle w poniedziałek znowu pójdziemy do pracy…
piątek, 23 maja 2008
Od poniedziałku do piątku i jeszcze weekend :)
No i znowu zanim zdążyliśmy się obejrzeć jest piątek. Tydzień minął nam trochę na pracy, trochę na przyjemnościach no i trochę na zakupach. W sobotę bardzo spontanicznie, bo w ciągu godziny umówiliśmy się na spotkanie z ludźmi z roku. Mimo całkowitej spontaniczności i krótkiego czasu na decyzję frekwencja dopisała i wieczór spędziliśmy bardzo miło - na początku w Re, a potem oczywiście na Chopina:)
We wtorek natomiast zrobiliśmy niespodziankę mojemu młodszemu starszemu bratu i Krecikowi (współlokator Jurka), którzy zdecydowanie postarzeli się w ciągu ostatnich dni :P Asia się spisała, niespodzianka się udała, pokój pękał w szwach, tort był wspaniały (biorąc pod uwagę, że był pieczony w akademiku, to już w ogóle mistrzostwo), drinki smakowały pysznie a chłopakom spodobały się prezenty – swoją drogą bardzo oryginalne :P Tak więc przyjęcie niespodzinkowe okazało się pełnym sukcesem :D
Spotkanie miało również charakter symboliczny. Początek i koniec czyli pierwszy i piąty rok InfStosu razem :D A na dokładkę - solenizanci ;)
"Krecik Kopikopczyk" czyli Krecik i jego nowa koszulka:D
Miśkowi prezenty zdecydowanie się spodobały:P Chyba wiadomo co dostanie na następne urodziny :P
No i na koniec my i gospodarze :P
A po resztę zdjęć proszę się zgłosić osobiście:D
Miłym przerywnikiem w pracy były też poniedziałkowe zakupy z Baśką (a jakie dobre ciastka dostałam :D ) i wczorajsze spotkanie z kolegami Łukasza.
Poza tymi przyjemnościami oczywiście cały tydzień wypełniła nam ciężka praca. Łukaszowi w pracy a mnie w tym tygodniu wyjątkowo w domu, żeby nadgonić magisterskie zaległości, dzięki czemu powstał kolejny, dość spory fragment tekstu oraz kawałek programu, zbliżające mnie do zostania panią magister :P
No a dzisiaj dokonaliśmy wielkich zakupów czyli moich butów (nie ślubnych:P ) i w końcu po wielu godzinach poszukiwań i zwiedzeniu chyba wszystkich sklepów z „Modą Męską” w Krakowie – Łukaszowego garnituru :) No i jeszcze wybraliśmy buty, ale tu trzeba już poczekać na odpowiedni rozmiar :P Tak więc tydzień mieliśmy bardzo owocny i pracowity :P
wtorek, 11 marca 2008
Rumba, Samba, Tango, Walc czyli znowu na parkiecie! :)
A jednak! W końcu mi się udało! Mogę odkurzyć moje buty do tańca! W zeszłym tygodniu zapisaliśmy się z Łukaszem na kurs. I to od razu na piąty stopień! Wprawdzie Łukasz musi trochę nadrobić, ponieważ nasza nauka zakończyła się dwa lata temu na początku trzeciego stopnia, jednak wbrew temu co sam opowiada idzie mu całkiem dobrze:) Dzisiaj byliśmy na drugich zajęciach i potrafimy już zatańczyć prawie wszystkie układy - co wcale nie jest takie proste, biorąc pod uwagę, że powinniśmy się tego uczyć przez ostatnich pięć miesięcy:P Kolejne zajęcia we środę, a w sobotę praktis.A wszystkim zainteresowanym polecam naszą Szkołę Tańca .
środa, 12 grudnia 2007
Fotograf
niedziela, 2 grudnia 2007
Na weekend do domu:)
No i oczywiście jeszcze jedna bardzo ważna sprawa:) W czwartek razem z mamą, która odwiedziła nas w Krakowie, wybrałyśmy się na damskie zakupy i zamówiłyśmy sukienkę ślubną!:) Eh, jak ja lubię takie zakupy zwłaszcza, że przy okazji zajrzałyśmy "Pod Aniołki" na przeeeeepyszne pierogi... ;)
sobota, 17 listopada 2007
No i znowu o zimie:P
Po wyjściu z klubu natomiast miała miejsce największa bitwa śnieżna jaką widziała ulica Szewska, w całej swej długiej historii:P Wynik trudno określić - dlatego potrzebne będzie jakieś rozstrzygające starcie:P Może wtedy uda się ulepić na rynku wielkiego bałwana?;)
sobota, 10 listopada 2007
Czego dowiedzieliśmy się przez ostatnie 2 tygodnie?
- Przepis Oktawii na lasagne szpinakowo - brokułową. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie przetestuję na Ani :)
- Kto będzie dj-em na naszym ślubie, ale o tym, jak podpiszemy umowę w tym tygodniu. W każdym razie z naszej strony podziękowania dla Rafała i Ani za kontakt i rekomendację, która okazała się słuszna - gość jest profesjonalistą.
- "No limits" faktycznie oznacza no limits, no chyba, że limits to całkowite zdjęcie z siebie kostiumu kąpielowego na imprezie w rytm muzyki dance, bądź przeznaczenie także dolnej części swojego ciała pod "arkusz" do rysowania, malowania, maziania klejem w sztyfcie i bóg wie, czego jeszcze :P Można by było jeszcze kilka tych limits znaleźć, ale to tylko takie subtelne uwagi, które przy całej zabawie nie mają znaczenia. So no limits for heretyk! :) Jesteś moim imprezowym mistrzem - narazie nikt Cię jeszcze nie przebił i myślę, że długo jeszcze nie przebije :P
- Nauki przedmałżeńskie nie są aż takie straszne, jak sobie to wyobrażałem wcześniej, przynajmniej u Dominikanów. Choć niczego nowego się nie dowiedziałem, to przynajmniej usłyszałem kilka niezłych dowcipów i anegdotek ze spotkań z maturzystami. Mam nadzieję, że kolejne 3 spotkania również nie będą się opierały na indoktrynacji, której tak bardzo się obawiałem.
- Dobry fotograf nie pracuje w studio, a jeśli pracuje, to nie przykłada się do swojej pracy. Dobry fotograf to artysta, a artysta powinien być wolny, a nie ograniczony studyjnymi ramami. Dlatego właśnie nie bierzemy fotografa ze studio, zresztą empirycznie przekonaliśmy się, że faktycznie nie przykładają się do pracy.
- Niestety dobry fotograf ma już zlecenie... Ale właśnie jesteśmy w trakcie załatwienia innego 'dobrego'.
- 60 złotych - tyle dokładnie musi mieć para, by mogła zostać nieinwazyjnie zindoktrynowana w sprawach pożycia małżeńskiego. Jednak Kościół to instytucja doskonała. Tak subtelnie i tak prawie niezauważalnie - pstryk 60zł, kolejna para - pstryk - kolejne 60zł, itd... Na sali było około 80 par. Interes się kręci.
- 100 butelek wódki to zdecydowanie za dużo przy 60 butelkach wina na wesele dla 100 osób. Tę informację z pierwszej ręki dostaliśmy dzisiaj od mojego wujka podczas odwiedzin. U nich zostało 38 butelek i to po wcześniejszym rozdaniu wielu butelek wychodzącym gościom.




