W sobotę znów skorzystaliśmy ze świetnej pogody i pojechaliśmy w góry. Mieliśmy iść w Tatry Zachodnie, ale ze względu na krótki dzień i długie trasy zmieniliśmy zdanie i postanowiliśmy iść w Tatry Wysokie, gdzie można znaleźć trasy nieco krótsze.

Również ten odcinek powinien być jednokierunkowy i także pod górę, a to z dwóch powodów. Po pierwsze tworzą się zatory na szlaku (przy kilkunastometrowym kominku czekaliśmy 20 minut na wejście), po drugie byliśmy świadkami chamskiego pchania się w miejscach niebezpiecznych (komuś się bardzo spieszyło na górę). Jeżeli chodzi o zejście do Świnickiej Przełęczy to jest ono już łatwiejsze i bez większych przepaści.

Wnioski z wycieczki - nigdy więcej na Świnicę. Dlaczego? Ze względu na tłok, jakiego jeszcze nie widzieliśmy na tego typu górze. Ponadto część osób, które tam szły w ogóle nie powinny się tam znaleźć (tzw. "turyści" wieżdżający kolejką na Kasprowy) i sprawiają, że robi się niebezpiecznie, bo jak któryś spadnie to leci na innych. Widzieliśmy dużo osób, które przed Zawratem i przed Świnicą widząc szlak mieli przerażenie w oczach i mówili, że oni tam nie wejdą, że po co ja tu wszedłem i co ja tu robię i w ten deseń. Więc po kiego grzyba tam jednak wchodzili? Byliśmy świadkami skrajnie nieodpowiedzialnych zachowań - czyli pchania się na szlaku w miejscach niebezpiecznych, gdzie nie powinny się mijać dwie osoby (jedna kobieta dosłownie powiedziała, że jej się spieszy :) ). Widzieliśmy tatusia, którego dzieci wyciągnęły w góry i który przed podejściem na Zawrat był już mocno zmęczony, a jak zobaczył wejście po ścianie, to powiedział, że on wraca z powrotem, a jednak wyszedł aż na Świnicę. Widzieliśmy wreszcie dziewczynę, która najwyraźniej potraktowała Tatry, jako lek na akrofobie. Mianowicie wyszła na Świnicką Przełęcz i musiała siedzieć przez długi czas, bo kręciło jej się w głowie - miała autentyczny lęk wysokości! Panicznie bała się wstać, a jak już wstała, to ledwo co szła, cała się trzęsła i jakiś obcy gość ją prowadził za rękę w kierunku Kasprowego, bo sama nie dała by rady. Dziwić się, że tyle wypadków w górach. Generalnie szkoda, że akcje TOPR są darmowe i że nie ma ubezpieczenia górskiego, takiego jak na Słowacji, bo może po jakimś czasie część osób zastanowiła by się gdzie idzie.
Podsumowując - szlak trudny - na pewno dla osób z dobrą kondycją (zwłaszcza jak się wchodzi od strony Hali Gąsienicowej) oraz oswojonych z dużymi ekspozycjami i wspinaczką po skałach. Na pewno nie dla tatusiów, których ciągną dzieci, dresów w adidaskach i ich panienek w cieniutkich bucikach, ludziom, którym się generalnie spieszy i tym którzy już nie mogą, a jeszcze dobrze nie zaczęli. I jeszcze jedno - widoki ze Szpiglasowego, czy z Koziego Wierchu ciekawsze niż ze Świnicy.
A oto zdjęcia z naszej wycieczki:

