sobota, 11 września 2010

Eixample

Pochłonęliśmy się zwiedzaniem Barcelony i leżeniem na plaży... Przez te kilka dni zobaczyliśmy większość dzieł Gaudiego, który jak nikt inny wpłynął na to miasto, pozostawiając po sobie perełki architektury secesyjnej. Tutaj opiszemy jedynie budynki (a raczej dzieła) z dzielnicy Eixample - czyli te najbardziej znane przykłady katalońskiej secesji. I tak po kolei.

Casa Battlo - razem orzekliśmy, iż kamienica ta zachwyciła nas po stokroć i jeszcze bardziej. Nie tylko niesamowitym wyglądem, nie tylko brakiem jakiegokolwiek kąta prostego w środku, ale również innowacyjnością i niezliczoną ilością rozwiązań ułatwiających życie. Generalnie po zobaczeniu Casa Battlo nie można się oprzeć wrażeniu, że Gaudi wielkim człowiekiem był.


Casa Mila (La pedrera) - czyli po hiszpańsku Kamieniołom - z niesamowitymi kominami o fantazyjnych kształtach. Są tu m.in. kominy w kształcie grzyba zrobione z potrzaskanych butelek, czy kominy imitujące miny. Casa Mila jest uznawana za jedno z najpełniejszych dzieł Gaudiego.


Casa Amattler - zaprojektowana przez Josep Puiga i Cadafalcha stoi zaraz obok Casa Battlo:


Casa Lleo Morera - wg projektu Lluisa Domenecha Montanera stoi dwie kamienice przed Casa Amattler w tzw. kwadracie Illa de la Discordia, czyli Kwartale Niezgody.


Casa Fuster - wg projektu Lluisa Domenecha Montanera, teraz znajduje się tam hotel:


Casa Terrades (Casa de les Punxes) - zaprojektowana przez Josep Puiga i Cadafalcha przypominająca zamek kamienica:

Casa Asia:


Casa Vicens - jedno z pierwszych dzieł Gaudiego powszechnie uznawane za jego manifest modernistyczny, który miał zapoczątkować nowy styl w architekturze.

Zdjęcia z Barcelony secesyjnej:
http://picasaweb.google.pl/lchlebda/BarcelonaSecesyjna

wtorek, 7 września 2010

Barcelona - pierwsze wrażenia

Korzystając z chwili wolnego (zastała nas burza) postanowiliśmy podzielić się swoimi pierwszymi wrażeniami z pobytu w Barcelonie. Po pierwsze mieszkamy sobie w starej dzielnicy la Barceloneta, którą na pewno za turystyczną uznać nie można - turystów tu prawie nie ma (za wyjątkiem samej plaży i portu). Za to jest tu dużo głośnych mieszkańców, dzięki czemu można naprawdę poczuć klimat Barcelony. Zewsząd czuć zapach owoców morza, mnóstwo jest tutaj różnych knajpek, kawiarni i małych restauracji, w których siedzą głównie mieszkańcy. Na ulicach gdzieniegdzie rozłożone są stoliki z krzesłami zaraz przy wejściach do domu (tak jest np. koło nas), dlatego życie mieszkańców toczy się także na ulicy.

Generalnie dzielnica należy raczej do biedniejszych, ale za to jest doskonałym punktem wypadowym (jakieś 10 minut od Barri Gotic) i mamy jakieś 3 minuty na plażę. Poza tym zaraz obok nas jest coś w rodzaju hali, na której można kupić chyba wszystkie możliwe ryby, owoce morza, hiszpańskie wędliny, sery i mięso.
Zwiedzanie Barcelony rozpoczęliśmy od średniowiecznej dzielnicy, czyli Barri Gotic. Zobaczyliśmy m.in. Bazylikę Santa Maria Del Mar, która w środku robi niesamowite wrażenie, czego nie da się w żaden sposób opisać. Mnóstwo witraży na ścianach sprawia, że co chwile zmienia się rodzaj światła wpadający do kościoła, dzięki czemu wnętrze jest mocno oświetlone naturalnym światłem. Jest to bez wątpienia jeden z najładniejszych kościołów jakie widziałem.

Wielkie wrażenie wywarła na nas także gotycka Katedra Św. Eulalii z przylegającymi do niej krużgankami, gdzie rosną palmy i drzewa cytrusowe, a po dziedzińcu chodzą sobie gęsi :)

Plącząc się po wąskich uliczkach Barri Gotic posłuchaliśmy także kilku ciekawych koncertów ulicznych, m.in. gitarzystów flamenco oraz niezwykle oryginalny tercet:

A w piątek idziemy na koncert Opera y Flamenco do której akompaniować będzie orkiestra opery barcelońskiej. Koncert odbędzie się w jednej z najpiękniejszych sal koncertowych na świecie, czyli Palau de la Musica Catalana, która z zewnątrz wygląda tak:

Mam nadzieję, że wbije mnie w fotel :)

P.S.: Tu jest cholernie ciepło i cały czas świeci słońce :P


niedziela, 22 sierpnia 2010

Koprowy Wierch

W sobotę wybraliśmy się na Koprowy Wierch (2363m n.p.m.) na Słowacji. Poszliśmy ze Strbske Pleso niebieskim szlakiem przez dwie doliny: Mięguszowiecką i Hińczową. W tej drugiej mogliśmy podziwiać monumentalne Mięguszowieckie Szczyty wznoszące się tuż nad Wielkim Hińczowym Stawem. 500-metrowe ściany opadające prawie do samej wody tworzą niesamowity widok, dla których warto wybrać się do doliny. Tuż nad samym stawem wznosi się także Koprowy Wierch, do którego prowadzi średnio trudny szlak czerwony. Ze szczytu można podziwiać wyjątkową panoramę, porównywalną do tej na Krywaniu. Widać stąd całe Tatry po polskiej stronie i większość ważniejszych szczytów Tatr Wysokich.

wtorek, 13 lipca 2010

Krywań

W sobotę wybraliśmy się na Krywań - narodową górę słowaków. Jeden z najwyższych szczytów w Tatrach (2495m) jest stosunkowo łatwy do zdobycia, jedynie ostatnie podejście prowadzi trudniejszym skalnym terenem, gdzie przydałyby się łańcuchy - zwłaszcza podczas schodzenia. Generalnie można ten szlak porównać do wejścia na Kościelec, z tą różnicą, że na Krywań podejście jest bardziej strome. Szliśmy zielonym szlakiem, który przed ostatnim podejściem łączył się z niebieskim. Trasa ta jest bardzo przyjemna, cały czas idzie się niezbyt ostro pod górkę i pomimo znacznej różnicy wysokości nie jest aż tak męcząca. Dopiero na samym podejściu pod szczyt niebieskim szlakiem można się trochę zmęczyć, ale z drugiej strony jest to bez wątpienia najciekawsza część szlaku.
Różnica wysokości między Krywaniem a Doliną Koprową wynosi ok. 1400m (jest to najwyższa wysokość względna w Tatrach), co sprawia, że panorama z Krywania jest niesamowicie przestrzenna - widać stamtąd właściwie większość szczytów zarówno Tatr Wysokich jak i Zachodnich (widać chyba wszystkie najwyższe szczyty w Tatrach).
Tutaj są nasze zdjęcia z wycieczki:
http://picasaweb.google.pl/lchlebda/Krywan#



poniedziałek, 14 czerwca 2010

Jakubina

W piątek wybraliśmy się na zasłużony urlop w góry. Weszliśmy na Jakubinę - drugi najwyższy szczyt w Tatrach Zachodnich leżący już na Słowacji. Po drodze zaliczyliśmy Trzydniowiański Wierch, Kończysty Wierch i Jarząbczy Wierch. Trasa ta jest dosyć męcząca - zwłaszcza odcinek od Doliny Chochołowskiej do Trzydniowiańskiego Wierchu czerwonym szlakiem. Ludzi praktycznie nie było - na szczycie Jakubiny siedzieliśmy sami, może też dlatego, że był upał - w Krakowie było wtedy 35 stopni :)